|
|
| | | |
2009-07-02 21:17
Dzisiaj poszłam z mamą kupic spódnicę dla niej. Jazda była straszna. W jednym sklepie spódnica mamie się podobała, ale nie tak leżała - oczywiście jej zdaniem. Skończyło się zakupieniem ładnej białej bluzki. Byłam zszokowona, że tak łatwo się zdecydowała na zakup. Pojechałyśmy więc na Manhatan i tam się zaczęło. Każda spódnica była za duża, ale najgorsze były atakujące nas sprzedawczynie chcące sprzedac towar za wszelką cenę..Ku mojemu zdumieniu mama dzielnie odpierała wszelkie ataki. Byłyśmy już obie padnięte w beznadziejnej wędrówce od sklepu do sklepu gdy nagle weszłyśmy do raju!!! Sukienki i spódniczki były takie, że mnie zakręciły i mame chyba też bo kupiła nie tylko ładną dobrze leżącą i nie na gumce spódnicę, ale jeszcze do tego bluzkę. Oczywiście zanim ten cud się wydarzył wpierw musiała się wygadac czy spódnica pasuje do jej wieku, czy nie jest za duża, za krótka, za wąska, za szeroka a na końcu, że ona jest za stara do takiego stroju. Nie wytrzymałam i huknęłam na nią, że jeśli chce wyglądac odpowiednio do swojego wieku to niech kupi sobie czarną spódnicę z second hand-u i taką samą bluzkę, do tego stare, pocerowane rajstopy i laskę do ręki i stworzy swoje chore wyobrażenie siebie. No i właśnie wtedy ten cud nastąpił i to taki, że dokupiła do spódnicy jeszcze bluzkę. Wychodząc z targowiska nagle wszystkie spódnice, które jej się wcześniej nie podobały bo faktycznie były straszne nagle okazały się piękne i odpowiednie do jej wieku. Musiałam drugi raz na nią huknąc i w ten sposób doprowadzic do porządku, że takie spódnice kupują sobie niedowartościowane kobiety, które za wszelką cenę chcą sobie udowodnic, że faktycznie są byle jakie. Oczywiście mama skwitowała to stwierdzeniem, że jestem wariatką i że jak bedę miała 80 lat to będę wiedziała jakie to trudne byc tak starym. . Niewątpliwe, tylko żeby jeszcze ona wiedziała, jak trudno jest byc córką chorej na serce i na wszystko 80-letniej matki i umierac ze strachu, że byle zmęczenie, zadyszka czy ciężka pogoda może spowodowac jej śmierc, a jej cierpienie jest moim cierpieniem. O przebywaniu w towarzystwie krytycznej, perfekczyjnej kobiety, którą jest w stanie bardzo nie wiele rzeczy zadowolic, a właściwie prawie nic - nie wspomnę, bo może się okazac, że zabrakłoby mi słów. Gdy wróciłam domu walnęłam się na moją ukochaną ławę i pogrążyłam się w głębokim śnie prawdziwie szczęśliwa i usatysfakcjonowana, że zakupy się udały a mama jest szczęśliwa. :))
Napisz komentarz
Nie ma jeszcze komentarzy do tej notki. Dopisz się jako pierwszy.
| | | | |
|
| | | |
"Viena - mieszkanka kosmosu" - to napisał mój kolega G, który specjalnie dla mnie założył ten blog, aby mógł mi towarzyszyć w mojej podróży z Plutona na Wenus. Zapraszam i Ciebie Miły Gościu. Jak długo podróż potrwa? Nie wiem. Herbatkę zdążymy wypić.
| | | | |
|